25 sierpnia 2019

Ilona

Moja, nasza historia jest bardzo długa…. Straciliśmy siedmioro dzieci – 3 chłopców i 4 dziewczynki… Czy można na nowo się uśmiechać, odzyskać spokój serca po stracie dziecka? Dziś wiem że tak…Jeszcze niedawno nie wierzyłabym, że to powiem, bo przecież w przeciągu ostatniego roku straciliśmy kolejną dwójkę dzieci, mimo ogromnego bólu i tęsknoty, która momentami jest nie do zniesienia, w sercu pojawił się prawdziwy spokój. W rekolekcjach organizowanych przez Wspólnotę uczestniczyłam kilka razy.
Z perspektywy czasu wiem, że to właśnie one były początkiem mojego pojednania
z Bogiem. Miesiąc po moich ostatnich rekolekcjach, a dwa miesiące po stracie 6 dziecka oddałam wszystko Panu Bogu i Najświętszej Panience. Pięć miesięcy później okazało się znów zostaniemy rodzicami, nie planowaliśmy tego zupełnie. Choć zupełnie nie planowane, dzieciątko tak jak wszystkie pozostałe, chciane od samego początku. Oboje wiedzieliśmy co nas może czekać, nie wiedzieliśmy tylko kiedy... Choć po cichutku liczyłam na cud, co dzień powtarzałam „Bądź wola Twoja”. Poroniłam w domu. Pierwszy raz dane mi było trzymać nasze dzieciatko na rękach, mogliśmy się z nią pożegnać. Boże jak bardzo to ważne.

Oddałam wszystko Panu Bogu, a On zaczął działać…Gdy pojechałam pierwszy raz na rekolekcje miałam mnóstwo pytań, czułam złość, gniew, byłam dosłownie zmęczona życiem, 9 miesięcy wcześniej straciliśmy 5 dziecko - Córeczkę (przedwczesny martwy poród). Dziś nie pytam już dlaczego, choć nie rozumiem. Wierzę że kiedyś się dowiem. Dla lekarzy jesteśmy zagadką. Z medycznego punktu widzenia powinnam donosić
i urodzić zdrowe dziecko. Dziś dziękuję za nasze dzieci, dziękuję, że mogłam poczuć ruchy naszej Córeczki, jej kopniaczki, że było mi dane zobaczyć 3 naszych Córeczek, że mogliśmy je pochować, że najmłodszą mogłam mieć na rękach, że poznaliśmy płeć czwórki naszych dzieci ( serce nie myliło się 4 razy jeżeli chodzi o płeć, więc wierzę, że nie pomyliło się i 7 razy ).

Choć dla świata już zawsze będziemy bezdzietnym małżeństwem, jesteśmy rodzicami siódemki dzieci, bo przecież ich śmierć nie zabrała nam rodzicielstwa. Choć nigdy nie usłyszałam słowa „Mamo”, choć nigdy nie zobaczę jak dorastają, choć w domu nigdy nie usłyszymy dziecięcych uśmiechów jestem mamą, a mój wspaniały mąż Tatą. W końcu to zrozumiałam. Dla nich dla naszej siódemki postanowiliśmy z mężem, że będziemy szczęśliwi na ile tylko się da w naszej sytuacji, na ile jest to możliwe, bo przecież one by tego chciały.

Wiara w to, że nie straciliśmy ich na zawsze, że istnieją, są szczęśliwe, pozwala to wszystko znieść, choć czasami nie chce się wstać z łóżka, choć serce pękło już chyba na bilion kawałków, poduszka nie raz mokra od łez, w sercu dziwny spokój, który trudno opisać… Wiem, że ten spokój serca zawdzięczam Panu Bogu i modlitwom wielu ludzi za nas. Wierzę, że prosto spod mego serca nasze dzieci trafiły w objęcia Pana Jezusa.

Mam kochanego męża, rodzinę, bliskich na których zawsze mogę liczyć. Wierzę, że Pan Bóg postawił na mojej drodze wspaniałych ludzi ze Wspólnoty - kapłanów, psychologów
i osieroconych rodziców, bardzo wiele im zawdzięczam. Trafiłam tam w momencie gdy tego naprawdę potrzebowałam i wierzę, że nie był to przypadek.

Nie wiem co jeszcze przed nami ale „Mam plan nie mieć planu, plan ma Pan, nie przeszkadzam Panu”. Ufam.

 

Świadectwa
(wszystkie treści są własnością Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka, kopiowanie i udostępnianie bez zgody zabronione)

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
33 0.13126087188721