30 września 2008

Ania

„Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie…”
Iz 54,10a

Odczułam prawdziwość tego stwierdzenia trzy lata temu, gdy w siódmym tygodniu ciąży 4 sierpnia odeszło nasze trzecie dziecko. Pamiętam pierwsze dni po powrocie ze szpitala (w którym nikt nie porozmawia, nie powie dobrego słowa), gdy miałam wrażenie, że zaraz się obudzę i wszystko będzie tak jak przedtem. Niestety wydarzeń nie da się cofnąć. Gdyby nie Pan Bóg i ludzie których stawia na naszej drodze, nie dałoby się tego przeżyć. Dziś patrząc wstecz wiem, że zostałam do tego przygotowana i poprowadzona przez te ciężkie dni ręką Boga. Dzięki modlitwie powoli podnosiłam się z mojego bólu. Tak trudno powiedzieć Bogu z całą świadomością słowa Hioba: 

„Pan dał i zabrał Pan
Niech będzie imię Pańskie błogosławione” (Hb 1,20b)

Wiedziałam jednak, że trzeba. I słowa te mówione z łzami, a czasem pytaniem dlaczego? przynosiły ulgę. Bóg zabierał ból i wlewał w jego miejsce swój pokój. Dawał świadomość, że gdy odeszło Ono z tego świata zabrał je do siebie i moje dziecko żyje w Nim. Dziękuję też wszystkim ludziom, których Bóg postawił na mojej drodze, a wiem, że miałam wiele szczęścia. Trafiłam na lekarza, który potraktował mnie jak matkę, która straciła dziecko, a nie jak przedmiot. Księdza Zbyszka, który wczuł się w sytuację, pomógł i jeszcze mocniej otworzył na obmywającą i leczącą miłość Boga. Rozmowa z nim była momentem przełomowym, bardzo ważnym w przeżywaniu żałoby. Ale przede wszystkim odczułam wielką pomoc mojej rodziny, która nie zamilkła, tylko rozmawiała ze mną, i razem ze mną cierpiała (dziękuję ci Adasiu, mój mężu, za to że byłeś ze mną i współcierpiałeś). Maciuś, bo takie imię nadaliśmy naszemu dziecku pozostanie na zawsze w naszej pamięci, choć nigdy się nie urodził. I choć nie mamy po nim żadnych fizycznych pamiątek, czujemy jego obecność wśród nas. Proszę wszystkich, którzy w swojej rodzinie lub wśród znajomych zetkną się z taką sytuacją, nie ignorujcie naszego cierpienia, nie chowajcie się pod płaszczem milczenia. Czasami wystarczy tak mało: dobre słowo (współczuje ci, tak mi przykro), wysłuchanie czy chociażby wspólne milczenie. Nie mówcie tych wszystkich sloganów, które strasznie bolą (nic się nie stało, nie ty pierwsza nie ostatnia, Bóg tak chciał…….), tylko po prostu bądźcie. Pochowajcie z nami nasze dziecko (bo istnieje teraz taka możliwość, niezależnie od wieku płodowego dziecka), zapalcie świecę , pomódlcie się i po prostu trwajcie. To wsparcie jest najważniejsze i daje nam siłę do życia. Synku mój, bardzo cię kochamy. Czekamy na spotkanie z tobą w Bogu...(mama, tata, dwóch starszych braci, którzy cię wspominają, i ci co przyszli do nas po rozstaniu z tobą brat i siostra).

Ania

Świadectwa
(wszystkie treści są własnością Wspólnoty Rodziców po Stracie Dziecka, kopiowanie i udostępnianie bez zgody zabronione)

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
33 0.095979928970337